Jak dostarczyć argumentów podczas procesu podejmowania decyzji o racjonalnej alokacji zasobów finansowych w sektorze opieki zdrowotnej? W tym numerze rozmawiamy z Panem Wojciechem Bartmińskim, który na co dzień zajmuje się przygotowaniem i realizacją projektów farmakoekonomicznych.
Czym jest zagadnienie farmakoekonomiki?
Farmakoekonomika jest dyscypliną pozwalającą na ekonomiczną ocenę kosztów i wyników metod terapeutycznych w celu optymalizacji farmakoterapii. Jest więc wyrazem dążenia do racjonalnego i oszczędnego gospodarowania lekami. Farmakoekonomika jest także wspólnym językiem przemysłu farmaceutycznego, środowisk naukowych i strony odpowiadającej za finansowanie leków (refundacje). Umożliwia porozumienie dotyczące sposobów i przyczyn finansowania.
Jakie jest praktyczne wykorzystanie analiz farmakoekonomicznych w przemyśle farmaceutycznym?
Analizy farmakoekonomiczne pozwalają na dość precyzyjne określenie opłacalności wdrażania leków w danej sytuacji rynkowej, przy określonym dostępie do alternatywnych metod terapeutycznych i określonych cenach tych metod. Między innymi z tego powodu farmakoekonomika jest obecna już na wczesnym etapie badań nowych leków. Pomaga w optymalizowaniu decyzji dotyczących alokacji
środków na rozwój nowych metod terapii.
Co Pana skłoniło, aby zająć się szerzej farmakoekonomiką?
Farmakoekonomika stanowi obszar bardzo dynamicznie rozwijającej się wiedzy, dający wgląd w każdy etap powstawania leku. Pozwala nie tylko lepiej rozumieć funkcjonowanie innowacyjnego przemysłu farmaceutycznego, ale także podejmować decyzje w sposób racjonalny, opartyna naukowych przesłankach. Uważam, że jest jedną z kluczowych dyscyplin umożliwiających optymalne zarządzanie w innowacyjnym przemyśle farmaceutycznym – stąd moje nią zainteresowanie: pozwala mi ona lepiej rozumieć środowisko
w którym pracuję.
Jest to dziedzina, która nie we wszystkich firmach farmaceutycznych jest rozwijana przez specjalistów z tego zakresu. Jaki ma to wpływ, Pana zdaniem, na prawidłowe funkcjonowanie polityki cenowej leków w firmie?
Jestem przekonany, że racjonalna polityka cenowa powinna uwzględniać zagadnienia farmakoekonomiczne. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji ubiegania się o refundację leku. Analizy farmakoekonomiczne pozwalają ocenić, czy nowe metody terapii są opłacalne – często jest tak, że droższe leki przynoszą znacząco lepsze wyniki leczenia. Farmakoekonomika pozwala zbadać relacje między kosztem leczenia a jego wynikami w ujęciu finansowym i ocenić, czy finansowanie tego leczenia jest efektywne. Pozwala to uzasadnić proponowane ceny leków.
Co skłoniło Pana firmę do stworzenia zespołu odpowiedzialnego za to zagadnienie?
W moim przekonaniu o tworzeniu zespołów lub stanowisk odpowiedzialnych za projekty farmakoekonomiczne decyduje chęć włączenia się przemysłu farmaceutycznego w dialog związany z przemianami systemów zdrowotnych, nieuchronnymi w świetle rosnącego popytu na coraz bardziej kosztowne technologie medyczne. Oznacza to m.in. konieczność bardzo racjonalnego gospodarowania zasobami, jakimi dysponuje płatnik. Racjonalnego, czyli opartego na wskazaniu logicznych powodów, dla których określone technologie medyczne należy finansować, a innych - nie. Taka racjonalizacja decyzji dotyczących finansowania w obszarze systemów zdrowotnych wydaje się możliwa jedynie w oparciu o analizy finansowe i farmakoekonomiczne, pozwalające określić jakich korzyści może spodziewać się płatnik – i szerzej: społeczeństwo – w zamian za ponoszone koszty.
Jest także oczywiste, że innowacyjny przemysł farmaceutyczny, ponosząc bardzo wysokie nakłady związane z rozwojem nowych technologii medycznych, stara się określić opłacalność tych technologii na bardzo wczesnym etapie ich rozwoju. Jest to naturalna biznesowa troska o stopę zwrotu z inwestycji.W badaniu tego zagadnienia także pomocna jest farmakoekonomika, zwłaszcza techniki
modelowania kosztów.
Z jakimi instytucjami czy towarzystwami warto współpracować, aby czerpać niezbędną wiedzę z tego zakresu i dzielić się doświadczeniami?
Dużą międzynarodową instytucją stanowiąca platformę wymiany doświadczeń między przemysłem, środowiskiem akademickim i instytucjami pełniącymi rolę płatnika oraz regulatora rynku, jest International Society for Pharmacoeconomics and Outcomes Research (ISPOR ). W Polsce lokalnym oddziałem ISPOR jest Polskie Towarzystwo Farmakoekonomiczne, prowadzące m.in. działalność szkoleniową (np. wykłady w ramach Sekcji Studenckiej PTFE). W wielu uczelniach prowadzone są szkolenia z zakresu farmakoekonomiki
– przykładem może być Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej, gdzie działa Studium Farmakoekonomiki oferujące studia podyplomowe.
Jaka jest przyszłość Pana zdaniem farmakoekonomiki? Czy dalej będzie to rozwijająca się dziedzina i równie ważna?
W moim przekonaniu rola farmakoekonomiki jako interdyscyplinarnej nauki z pogranicza ekonomii, medycyny, farmakologii, epidemiologii i zarządzania, będzie rosła. Wynika to z narastającej konieczności racjonalizowania decyzji „płacić czy nie płacić’. Medycyna rozwija się bardzo szybko, dostępne są coraz skuteczniejsze, bardziej zaawansowane technicznie – i droższe! – sposoby leczenia. Coraz większa jest tez populacja wymagająca leczenia – co wynika między innymi ze starzenia się społeczeństwa i z rozwoju chorób cywilizacyjnych. Jest rzeczą naturalną, że zapewnienie dostępu do nowoczesnych sposobów terapii będzie wymagało precyzyjnego określania możliwości płatnika oraz brania pod uwagę zagadnień ekonomicznych. Sądzę,że w niedługim czasie analizy farmakoekonomiczne staną się obowiązkowym elementem oceny metod leczenia. Już dzisiaj wymagania stawiane przez polskie instytucje (Narodowy Fundusz Zdrowia, Agencja Oceny technologii Medycznych) zawierają wykonanie analiz farmakoekonomicnzych. Za kilka lat trudno będzie odpowiedzieć sobie na pytanie, jak na początku XXI wieku radzono sobie bez nich.
źródło: BLIŻEJ RYNKUBranżowy biuletyn:
BIGRAM PHARMACY